czwartek, 5 października 2017

Paryż - co zwiedzić? 1/4 Wersal

Paryż


Konkrety: podróż trwała od 27 września (śr) do 1 października (nd), wylot i powrót był późnym popołudniem. W środę nie udało się zrobić nic poza zakupami na następne dni, w niedzielę zaś zakończyliśmy zwiedzanie przed 14, żeby dotrzeć na lotnisko. Pierwszy i drugi dzień połączyłam więc w jeden ;) 


Lot kupiony w maju, Wizzair: 123 zł w obie strony (mam WDC, stąd cena), środa po południu - niedziela po południu
Transfer z lotniska: Blablacar.fr 62 zł w obie strony
Nocleg z Airbnb w 17 dzielnicy - link do oferty 

(zapraszam tu do zarezerwowania podróży za pomocą mojego linku, dzięki któremu otrzymacie 100 zł zniżki. Wysokość zniżki się zmienia, wiec konto warto założyć teraz - klik!)





Pierwszego dnia wylądowaliśmy w Beauvais z lekkim opóźnieniem. Lotnisko znajduje się 70 km od Paryża, a cena biletu oficjalnego autokaru wynosi 14,50€ (pod warunkiem zakupu w obie strony), co zmusiło nas do szukania alternatywy. Tak dzięki forum Fly4Free udało mi się znaleźć przejazd z Blablacar.fr. Mam od dawna konto na polskim blablacarze i tymi samymi danymi można posługiwać się we Francji, natomiast płatność jest z góry online, paypalem albo kartą. Zamiast więc 14,50€ zapłaciliśmy 7+1€ opłaty rezerwacyjnej, a kierowca w godzinę podwiózł nas do stacji metra, z której dotarliśmy w pół godziny do mieszkania. W dodatku współpasażer zszedł z nami na stacje i pomógł nam kupić bilety. 

Ważna informacja na temat metra - oprócz tego, ze linii jest kilkanaście, dojeżdżają praktycznie wszędzie, można kupić 10-pak biletów taniej niż pojedynczo, a oprócz tablic w przejściach pomiędzy stacjami informacje są tez zamieszczone w formie znaków poziomych, na ziemi - STACJE ROZWIDLAJĄ SIĘ. Nie spotkałam się z tym wcześniej, więc uczulam - nasze metro (linia 13) miało od stacji La Fourche dwa kierunki jazdy i raz skręcało w lewo, raz w prawo. Przy odjeździe na tablicy na stacji jest wskazane, do którego krańca jedzie dany pociąg. Z ciekawych rzeczy - przejścia pomiędzy peronami różnych linii w obrębie jednej stacji mogą być bardzo długie, a zdarza się ze dwie różne stacje połączone są przejściem podziemnym. 



Nasze mieszkanie z Airbnb znajdowało się ok. 35-40 min do centrum. Pierwszy raz zdarzyło mi się, żeby coś wyglądało lepiej na żywo, mimo słabego zdjęcia :D 3-pokojowe mieszkanie było w przepięknej kamienicy, takiej jak ogląda się w starych filmach, 3 min do stacji metra, a widok z okna salonu był taki: 




Opinie nasz gospodarz miał nieciekawe, i faktycznie - palił w mieszkaniu, oglądał telewizję do późna (telewizor był jakieś 4 metry od nas), a nasze okna wychodziły na budowę, gdzie robotnicy zaczynali hałas od 7.30, ale czułam się tam bardzo swobodnie. Na pewno lepiej, niż we Włoszech (patrz tu, na samym końcu). Zresztą, nie przyjechałam tam spać:D 

Śledziłam prognozę pogody na miesiąc przed wyjazdem i nie była zachęcająca, więc w dzień z najlepsza pogoda (piątek) zostawiliśmy na Disneyland, a w czwartek wybraliśmy się do Wersalu metrem i RER-em (kolejką).




Piękny pałac wraz z 40-hektarowymi ogrodami położony jest 40 km od Paryża, a mnogość miejsc do zwiedzania sprawia, że trzeba poświęcić na tę atrakcję cały dzień. 






Bilety na pociąg kosztowały 15€ za osobę w obie strony, a wstęp dla narzeczonego 20€. Ja weszłam za darmo ze względu na to, że mam poniżej 26 lat. Jeśli jesteście więc z rocznika 1992 lub młodsi - to idealna pora na Paryż:D
W kolejce staliśmy pół godziny, a poza sezonem ludzi było dużo, ale nie jakoś dramatycznie. Warto, by jedna osoba stanęła w kolejce, a druga poszła po bilety. Uwaga - bilety kupujemy bezpośrednio obok Pałacu, nie wcześniej. W „oficjalnej informacji Wersalu” bliżej ulicy przy zakupie biletu zapłacilibyście 10% więcej. Niby nic, ale po co... 










Pałac bardzo mi się podobał. Co ciekawe, jest dostępny plan i audioguide w języku polskim. Zwiedzanie samego pałacu zajęło nam godzinę, bo nie oglądaliśmy jakoś super dokładnie wszystkich obrazów i rzeźb. Za dużo wrażeń jak na jeden raz... 

Z pałacu wychodzi się na ogrody. Na koniec września roślinność nie była jakaś powalająca, ale uważam ze warto pojechać tam chociaż po to, żeby nigdy na mniejsze parki nie spojrzeć w ten sam sposób :D Bardzo podobał mi się natomiast pałac Grand Trianon (ten z masą kwiatów) :) A teraz zdjęcia!

























O ile sam pałac zajął godzinę, o tyle ogrody znacznie dłużej, wiec po powrocie do Paryża sił i czasu wystarczyło tylko na to, by pojechać na Pola Marsowe i zrobić sobie piknik z bułeczkami z czekoladą (przy relacji z Tuluzy - klik - pisałam, ze we Francji są najlepsze ciastka... podtrzymuję tę opinię). 





Pola Marsowe to w zasadzie gigantyczny trawnik bezpośrednio przy Wieży Eiffla - najwyższym budynku, który widziałam w życiu. Niesamowite wspomnienie :) Byłam tak oczarowana i podekscytowana, ze nie da się tego opisać słowami. Może to brzmi śmiesznie, ale tak było :D Żałuję tylko z perspektywy czasu, że nie zostaliśmy na iluminację, ale Wersal wykończył nas fizycznie ;)

Na tym kończy się dzień pierwszy relacji, kolejny dzień - relacja z Disneylandu - powinnam wrzucić jakoś w przyszłym tygodniu. Już za dwa tygodnie wycieczka do Bukaresztu, nie łudzę się, że dodam całą relację z Paryża do tego czasu, ale postaram się ;)
Jeśli chcecie dostawać informacje o nowych postach, to zapraszam na mojego instagrama - klik

PS Przepraszam za brak polskich znaków w niektórych miejscach, pisałam tę relację w samolocie, a telefon niezbyt się przejmuje ortografią :D

poniedziałek, 11 września 2017

Włochy na weekend - 3/3: Bergamo, okradli nas + jak lecieć samolotem bez dokumentów? Recenzja + kosztorys

relacja z dnia 2/3: <klik>
relacja z dnia 1/3: <klik>


Czas na ostatni dzień podróży do Włoch i wycieczkę do Bergamo. Pod koniec maja była piękna, słoneczna pogoda, ok. 20-25 stopni. Na zwiedzanie idealnie, może nawet zbyt ciepło. 

Ostatnie śniadanie, szybkie pakowanie i check-out :) 


Zostawiliśmy samochód na ulicy w centrum w strefie płatnego parkowania i udaliśmy się na zwiedzanie Citta Alta – starego miasta. Wylot mieliśmy wieczorem, więc cały dzień planowaliśmy spędzić w Bergamo. 


Bergamo jest bardzo eleganckie i wygląda wyjątkowo porządnie. Przy tej ulicy zostawiliśmy samochód (ta informacja później się przyda...).


Kupiliśmy bilety na funicular – bardzo stromą kolejkę, która w kilka minut wjechała na Stare Miasto w Bergamo, położone na wzgórzu. Jest też możliwość bezpłatnego wejścia po schodach, ale nie polecam. Schodzenie stamtąd było bardzo ciężkie, zwłaszcza w sandałkach :D 






A to już widok z kolejki. 







Cała jazda trwa może dwie minuty, ale jak przyjemne ;)


Stare miasto w Bergamo jest przepiękne! Władze miasta pomyślały o turystach i przy wyjściu z kolejki jest mapa z zaznaczonymi atrakcjami wraz z kolejnością zwiedzania. Kościołów zwiedziłam chyba za całe życie :D Bardzo podobała mi się roślinność i przepiękne ogrody. 








Mapki pojawiają się wiele razy i towarzyszą turystom wzdłuż proponowanej trasy zwiedzania. 



















Pogodę mieliśmy cudowną :) 


Z trudem znaleźliśmy miejsce, gdzie można było zrobić ładne zdjęcie panoramy miasta. Jest od strony południowej. 










Zeszliśmy stromymi schodami zamiast zjeżdżać kolejką, bo mieliśmy jeszcze troszkę czasu na bilecie parkingowym.


Pozostałą część dnia planowaliśmy spędzić na jakimś miłym pikniku na obrzeżach miasta, jedząc lody i wygrzewając się w słonku. 
W końcu, po przejściu jakiegoś tysiąca schodów, dotarliśmy do samochodu. Stanęłam obok i czekałam, aż K. otworzy drzwi. Sięgnął po wodę do bagażnika i usłyszałam jedynie „Kochanie, czy Ty przepakowywałaś nam walizkę?”.

Nie przepakowywałam.

Nasz samochód był otwarty. A rzeczy w środku przeszukane od A do Z. 
Zaparkowaliśmy go na ulicy w centrum, przy samym wejściu do banku, przy ogródku restauracji i w luksusowej dzielnicy.  
W ciągu 2 godzin złodziejom udało się zniszczyć zamek kierowcy w wypożyczonym Fiacie Panda i ukraść tablet i stary telefon, przybory kosmetyczne i kurtkę narzeczonego oraz moją paletkę The Balm i portfel Korsa ze 100 zł w środku. Powiecie – kto zostawia portfel w samochodzie? Ano ja. Mam traumę, że ktoś mi wyrwie torebkę, telefon itd. na ulicy, więc pomyślałam, że bezpieczniej będzie zostawić go w samochodzie. Oczywiście wycieczka low-cost, więc ubezpieczenia nie wykupiliśmy. Ani samochodu, ani turystycznego. Była godzina 13.30, a nasz samolot do Polski odlatywał o 21. Gdzie mój portfel? Gdzie dokumenty?
Włoch parkujący obok samochód poprowadził nas do najbliższego komisariatu policji – Polizia Locale (piszę te nazwy celowo, bo we Włoszech nie ma jednej policji jak u nas, tylko jest ich kilka). Na miejscu skontaktowaliśmy się telefonicznie z konsulatem w Mediolanie, który nie pomógł nam W OGÓLE, powiedzieli jedynie że możemy do nich jechać po paszport tymczasowy, ogólnie nas olali, nikt nie chciał się te kilkadziesiąt km pofatygować żeby nam pomóc czy nas pokierować. Telefonicznie zastrzegłam kartę płatniczą i dowód osobisty za pośrednictwem mLinii w mBanku. Polizia Locale okazała się taką naszą strażą miejską, non stop wchodzili i wychodzili stamtąd ludzie z kwitkami zapłacić mandat. Czekaliśmy ponad godzinę na szefa tej policji, który miał z nami jechać do Kwestury (tak nam powiedzieli) pomóc nam złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, jak już przyszedł to jego pomoc ograniczyła się do tego, że pokierował nas, jak tam dojechać.
Weszliśmy  do Kwestury i okazało się, że na powierzchni kilkudziesięciu metrów siedziało chyba ze 100 muzułmanów w różnym wieku. Wybiegłam stamtąd i zaczepiłam przejeżdżający radiowóz, w którym policjanci pokazali nam, gdzie jest komisariat. Policjant tam dał nam druk po angielsku, który wypełniliśmy, on powiedział że mamy to zarejestrować na policji w Polsce i skontaktują się z nami jak coś znajdą i że takie kradzieże to normalne (!), bo grupa przestępcza z innego kraju cały czas tak okrada ludzi. W sprawie mojego braku dokumentu oczywiście nikt nic nie wiedział i mieliśmy pytać na policji na lotnisku. 
Zgodnie z poleceniem pojechaliśmy na lotnisko, gdzie po 5 minutach pukania w drzwi komisariatu otworzył nam wściekły policjant i nawrzeszczał, że bez dowodu nigdzie nie polecę i mam mu dać spokój.
Na lotnisku udaliśmy się do stanowiska Ryanaira (koło godz. 16) i agentka obsługi zapoznała się ze zgłoszeniem kradzieży i powiedziała, że jeśli mam zdjęcie swojego dowodu, to ona wpisze w systemie, że przyleciałam z dowodem, ale utraciłam go w trakcie podróży. Na szczęście miałam zdjęcie dowodu w telefonie. Nie pozostawało nam nic innego, jak zwrócić samochód i oczekiwać na lot powrotny. Upychaliśmy nasze porozwalane rzeczy w walizkach, aż nagle narzeczony zobaczył, że cała zawartość mojego portfela, czyli wszystkie karty, dowód osobisty, prawo jazdy, oprócz gotówki, została wepchnięta przez złodziei do kieszonki jego plecaka, razem z kartami SIM z tabletu i telefonu (pewnie żeby nie dało się namierzyć ich lokalizacji). Szczęście w nieszczęściu, ale przynajmniej miałam pewność, że normalnie przylecę z powrotem do Polski. Już widzę to, jak pozwoliliby mi lecieć bez dowodu... 
Na parkingu zwróciliśmy samochód, pokazaliśmy zepsuty zamek i dostaliśmy potwierdzenie zgłoszenia szkody. Zamiast po 3 dniach odblokować depozyt na karcie kredytowej, Interrent blokował go przez kilka tygodni, a nadto pobrali nam łącznie kwotę 1900 złotych za naprawę zamka. Fakturę za naprawę przesłali nam po 3 tygodniach, a mieli po 2 dniach. Na maila odpisali po miesiącu, a nie da się z nimi inaczej skontaktować. 
To nie był niestety koniec utrudnień - okazało się, że nasz samolot miał awarię i musieliśmy przesiąść się do innego. Mimo upału i 2-godzinnego opóźnienia nie podali nam wody, a zamiast wylądować o 22.30 wylądowaliśmy w Modlinie o 0.30, a o 6.30 trzeba było już wstać do pracy :D Co tu dużo mówić. Nie bardzo miałam chęć to opisywać, ale w sumie jeśli opisuję tu swoje podróże, to wypadałoby oprócz pięknych miejsc pokazać też to, jak było naprawdę i Was ostrzec. Trochę to na własne życzenie... 

Jakie mam rady dla podróżujących? Kupić przed wyjazdem ubezpieczenie turystyczne, przy wypożyczaniu samochodu koniecznie brać opcję ubezpieczenia, a przed wyjazdem wypakować z portfela rzeczy, które się nie przydadzą – takie jak karty lojalnościowe, multisport, prawo jazdy. Zrobić zdjęcia spakowanego bagażu i dokumentów i trzymać je na telefonie. Zapisać sobie adres i numer telefonu najbliższej placówki dyplomatycznej RP. Przeczytać ostrzeżenia dla podróżujących na stronie MSZ. Raczej odradzam wypożyczanie samochodu we Włoszech, bo koszty paliwa, autostrad i parkingów są bardzo wysokie, a np. bus z Bergamo do Mediolanu to koszt 4€ - tyle co godzina parkingu. Jeśli miałabym jeszcze raz planować tę podróż, to wybrałabym mieszkanie w Bergamo, pierwszy dzień spędziła w Genui, drugi w Como, a trzeci w Mediolanie i Bergamo 😊 


Ale widok na płytę lotniska w Bergamo piękny :) 



Na koniec jak zwykle parę zdjęć z instastory:





Oraz kosztorys:



Mieszkanie zabukowaliśmy z Airbnb: <klik> Było ładne i zadbane, a z minusów - łóżko na antresoli i przesadnie czyści gospodarze. Wyobrażacie sobie, że przy czajniku wisi instrukcja użycia (typu - nalewaj wodę kubkiem, żeby nie gotować za dużej ilości naraz), a jak narzeczony zostawił 3 okruszki na stole to obok rano była kartka "PLEASE CLEAN AFTER USE"? 
Nie usprawiedliwiam go, ale starcie tych okruszków to jakieś trzy sekundy... Takie podejście na pewno nie pomaga gościom poczuć się swobodnie. 
Z zalet to na pewno cudowny balkon;) 
Jeśli nie masz jeszcze konta na Airbnb to zapraszam do zrobienia tego za pomocą mojego linka: <klik>, otrzymasz 100 zł środków na podróże :) 


Bilety udało nam się dorwać Ryanairem za 188 zł w obie strony, a nieszczęsny samochód wypożyczyliśmy za 78 zł. Koszty paliwa i autostrad wyszły na dwa dni ok. 500 zł - przez to koszty jedzenia musiały być odpowiednio mniejsze. Zaletą wynajmu Airbnb jest dostęp do kompletnie wyposażonej kuchni i lodówki. Ale o czym tu mowa - koszty nadzwyczajne wyniosły nas ponad 3300 złotych. Drożej niż ubezpieczenie 😕


To tyle z mojej historii z Włoch. Nikomu nie życzę takich wrażeń, jedynie co to dobrze i źle że to stało się ostatniego dnia, bo z takim bagażem doświadczeń to można chyba tylko siedzieć w mieszkaniu i wyglądać przez balkon.

Buziaki i do usłyszenia na instagramie: <klik>, gdzie informuję o kolejnych postach, oraz przy okazji kolejnej relacji. Paryż już za dwa tygodnie! Tym razem BEZ SAMOCHODU 😀

relacja z dnia 2/3: <klik>